Adres nowej strony: www.pingpongpub.pycka.com Zapraszam.
W trakcie ostatniego Memoriału Ziemińskiego uprzytomniłem sobie swój rzeczywisty dylemat: albo rzuć grę, jak zrobiłeś to z pisaniem w Pubie, albo wróć do pisania, o ile chcesz, by gra sprawiała ci jeszcze przyjemność. Po kilkuletnim "granio-pisaniu" doszło do powstania tak silnego sprzężenia ze sobą tych stron mojego "pingpongowego" mózgu, że nieobecność jednej uniemożliwiła funkcjonowanie drugiej. Wszystkie mecze przegrywałem i, co gorsza, nie byłem w stanie "chcieć wygrywać". Nawet w wynikach osób i zespołów, którym kibicowałem do tej pory, zacząłem nade wszystko widzieć porażki przy stole i jakieś inne niepowodzenia. Że zaś nie chcę porzucać uprawiania sportu - zdrowie wszak jest najważniejsze - po Memoriale złożyłem swojemu informatykowi zlecenia na nowy PingPongPub. Jutro (27 marca 2011) Barman powinien postawić pierwszą kolejkę w nowym lokalu i pod nowym adresem: www.pingpongpub.pycka.com
Ps. Przed wczorajszym meczem w LLTSA powiedziałem kolegom z drużyny Annoplast Pod 50: wracam do pisania, koniec przegrywania. I swój pierwszy pojedynek wygrałem. Po meczu w SP 23 udaliśmy się na AOS, aby obejrzeć końcówkę arcyważnego meczu pomiędzy AZS UMCS I z Rodosem. O nim jednak już na nowej stronie.
Dzisiaj po raz pierwszy wypiłem niepasteryzowaną Perłę. Moim zdaniem, lepsza od niepasteryzowanego Kasztelana, aczkolwiek słabsza od niepasteryzowanego piwa z Chełma. To ostatnie najbardziej przypomina smakiem to dawne piwo, które cechował wyjątkowo krótki okres przydatności do picia. Po kilku dniach piwo było troszkę do picia, troszkę do zagryzania.... Stąd też mój brak wiary w "niepasteryzowane" o trzymiesięcznym okresie ważności...
Dzisiaj też otworzyłem nową stronę w sieci. Spokojnie, nie o pingpongu. Na niej mam zamiar wypisywać się na dużo szerszy krąg zagadnień. Ale, to już inna bajka...
Dzisiaj zamykam PingPongPub. Nie piszcie już na adres pingpongbarmana, nie szukajcie nowych komentarzy... Czytelnikom, a było nas całkiem sporo!, współautorom oraz krytykom strony serdeczenie dziękuje za włożony wysiłek. Tym, których zawiodłem - przepraszam; ucieszonym zaś takim obrotem sprawy - potraktujcie to jako mój prezent pod choinkę.
Miałem jeszcze napisane dwa teksty: Lukmistrz z Lublina o tych, których główny wysiłek idzie na znajdowanie luk, dziur i wyrw w zasadach, regulaminach i prawie - byle tylko wyjść na swoje. Końcówka tekstu odnosi się do pretensji Lublina do ESK, z punktu midzenia lukmistrzów - kompletnie nie do przyjęcia dla cywilizowanej Europy. Drugi tekst traktuje o hybris sprawiającej, że oddani naszej dyscyplinie ludzie tracą poczucie przyzwoitości i dość łatwo obchodzą regulaminy w imię dotychczasowych zasług. Oba teksty poszły do kosza. Niech tam.
Litwiniuk Marcin - Zhang Jinge 3:1 (11:7, 11:9, 13:15, 11:6)
Aleksandrowicz Łukasz – Filipowicz Marcin 3:1
Jurewicz Mateusz -Łunkiewicz Wiesław 3:0
Wardzyński Marian - Sepczyński Maciej 3:0
Jurewicz/Litwiniuk - Zhang/Łunkiewicz 3:0
Wardzyński/Aleksandrowicz - Filipowicz/Sepczyński 3:0
Litwiniuk Marcin - Łunkiewicz Wiesław 3:0
Aleksandrowicz Łukasz - Sepczyński Maciej 3:0
Jurewicz Mateusz - Zhang Jinge 2:3 (9:11,11:7,10:12,11:5,6:11)
Wardzyński Marian – Filipowicz Marcin 3:0
Ps. Pozdrowienia dla całej ekipy Felixa. Niech przyszły rok będzie jeszcze bardziej udany!
Temat pierwszy:
Czy Lublin sprawiedliwie dzieli fundusze na rozwój tenisa stołowego? Moim zdaniem, nie. Dlaczego tak uważam? Ponieważ bardzo niewielka część funduszy przeznaczanych jest na rzecz uboższych dzieci. Miasto nie może traktować wszystkich dzieci na równi, bo przy takim podejściu zyskają natychmiast te dzieci, które mają lepszy start. One są zawsze przynajmniej o pół kroku do przodu, jeśli więc ich sytuację odmierza się osiągnięciami pozostałych, wtedy..., cóż..., ci co mają dużo - będą mieć jeszcze więcej; tym natomiast, którym dane było wystartować później i z niższego poziomu, nic już nie zostanie. Od pewnego czasu przyglądam się temu tematowi i bardzo jestem zasmucony istniejącym stanem rzeczy. Grupą docelową nie są ci, którzy są najbardziej potrzebujący, lecz "potrzebujący" są grupą, w którą wycelowane są publiczne skądinąd pieniądze. Moim zdaniem, od klubów należy wymagać jak najdalej posuniętej samodzielności finansowej, a publicznymi kwotami wspierać w nich trening tej części lubelskiej młodzieży, której nie stać na samodzielny start w sporcie. To łazikowanie po urzędach, "znajomkowanie" a następnie "wymyślanie" specjalnych tytułów, by pieniądze przez przypadek nie trafiły do rzeczywiście potrzebujących jest czymś dalece gorszącym. Jest to bardzo swoista, ale jednak korupcja sportowa. CBA już tym się nie zajmie...
Temat drugi:
Tak mniej więcej dziesięc lat temu byłem z córką na WTK-u żaczek w Radzyniu Podlaskim. To był bardzo mroźny dzień. Turniej byl rozegrany w Pałacu, i po raz pierwszy - wbrew zasadzie - pucharami byli uhonorowani wyłącznie zwycięzcy, co notabene skończyło się bardzo niewybrednymi komentarzami pod adresem organizatora ze strony maluchów. Nie o tym jednak chcę tu napisać. Wracaliśmy z Radzynia z p. Prezesem Z. Waśkowskim, który zwrócił mi uwagę na fakt, że silna liga amatorska w Lublinie ogranicza rozwój ligi OZTS-u. Rzeczywiście. W tym czasie Lublin był pingpongową pustynią (ani jednej drużyny w ligach PZTS). Sporo się zmieniło w międzyczasie. Dzisiaj to liga PZTS ogranicza rozwój ligi amatorskiej. Amatorzy stoją w kolejce do gry w lidze amatorskiej, a w tym czasie inni się bawią. W moim przekonaniu, czas rozdzielić te dwie formy pingpongowej aktywności. I mam w tym miejscu prośbe do pingpongistów masochistów, tj. tych, którym sprawia przyjemność przegrywanie z zawodowcami. Rozumiem tę potrzebę. Można ją jednak zaspokoić w bardziej cywilizowany sposób: pójść na trening, poprosić - a najlepiej zapłacić - oni się zgodzą zagrać. A jak zapowiesz, że za wyniki poniżej 5 w każdym secie dołożysz drugie tyle - będziesz miał jeszcze większą frajdę. Nie zmuszajcie jednak innych do przeżywania tego rodzaju przyjemności. Oni mają prawo czerpać satysfakcję z przeżywania innego rodzaju przyjemności.
Byłem wczoraj na śledziku razem z kolegami i koleżankami z AZS UMCS. Że też nam się aż tak dobrze gada. Rozczuliłem się tak bardzo, że rano wstałem z silnym postanowieniem, że już dość tego "pubowania". Dwa, może trzy jeszcze teksty - i do widzenia. Dlaczego? Nie wiem. Może był zbyt duży dystans pomiędzy tym, co realnie działo się w kuchennym Kredensie, a tym, co tylko w wirtualnym otoczeniu Pubu? A może dobił mnie Bogdan: wróciło pół chłopa z Francji, z robót przymusowych - On zadowolony, uśmiechnięty, a ja zdołowany - w robocie, którą sobie sam wymyśliłem i wykonuję z własnej i nieprzymuszonej woli. Albo taki Piotrek F: siedział, siedział, potem wstał, powiedział parę zdań, a ja nie wiedziałem do jakiej sprawy powraca. Ta moja skleroza.... Albo Zbyszek..., znów z nowinami w sprawach od lat się wałkujących..., jak w Modzie na sukces (obejrzałem przez przypadek jakis odcinek pięć lat temu, teraaz znów przyszło mi oglądać fragment, nawet ze zrozumieniem...). No i nowi studenci..., a nade wszystko Agnieszka i Asia. Niesamowite wrażenie. Serdeczne dzięki za zaproszenie na spotkanie.
W sporcie oznacza osobę uprawiąjącą jakąś dyscyplinę bez czerpania z tego korzyści materialnych. Tyle słowniki.
Według Regulaminu Rozgrywek Amatorów PZTS na sezon 2010/2011, amatorem jest osoba nigdy nie uczestnicząca w rozgrywkach organizowanych przez struktury PZTS lub po zakończeniu odpowiednich okresów karencyjnych liczonych od ostatniego występu w rozgrywkach (ekstraklasa - 10 lat, I liga - 8 lat, II liga - 6 lat, III liga - 3 lata, IV liga i niższe - 1 rok). Jeśli przyjąć, że obecny Regulamin PZTS jakoś zobowiązuje zawodników zrzeszonych w PZTS, to winni oni - na zasadach prawa niepisanego - rezygnować z uczestniczenia w rozgrywkach amatorskich, o ile to koliduje ze wspomnianym ustaleniem Regulaminu. Nawet jeśli są do tych rozgrywek zapraszani. Nie byłoby źle, gdyby wspomniana definicja amatora weszła do przepisów w lltsa, z jakimś okresem vacatio legis.
Zarząd od razu poinformował o wycofaniu się zespołu Mlexer. Cóż takiego stoło na przeszkodzie, by już kilka dni temu poinformować, że także zespół Nieruchomości wystąpił z wnioskiem o wycofanie się z rozgrywek I ligii lltsa? Jeśli powód wycofania się leży w uznaniu dla panującego "ducha" obowiązujących przepisów PZTS, to należy pogratulować zespołowi takiej decyzji i serdecznie podziękować za dotychczasową grę. Chyba, że powód jest inny...
A Pan nie zechciał odpowiedzieć na moje pytania. Napisał Pan haniebny komentarz na mój temat, którego treść drastycznie obniżyła mój stopień wrażliwości wobec jego autora. Większość anonimowych autorów nie przekroczyła granic zdrowego rozsądku tak dalece jak Pan, Panie Tadeuszu Cieszko. Chciałem od razu Panu odpowiedzieć, ale pomyślałem sobie: „przecież ten człowiek nie może być aż tak głupi, jak wskazuje na to jego tekst. Daj mu szansę, może jest tylko niedoinformowany?” Zamiast mojego komentarza pojawiły się pytania, zamiast odpowiedzi na nie - jest milczenie. Przejdźmy zatem do rzeczy.
1. Napisał Pan o mnie: „najpierw pisze jakiś tekst, a potem z nim polemizuje w księdze gości”. Nigdy nie polemizowałem w księdze gości ze swoimi tekstami. Jest Pan KŁAMCĄ, Panie Tadeuszu Cieszko.
2. „Kiedyś jako pwaldek wypowiadał się na forum LLTSA ale tam mógł z nim polemizować każdy, również nie podając swoich danych”. Jest Pan KŁAMCĄ, Panie Tadeuszu Cieszko: od początku byłem identyfikowalny i zawsze oczekiwałem tego od innych. Byłem i jestem przeciwnikiem anonimowości w Internecie i wielokrotnie zwracałem na to uwagę w trakcie swej obecności na forum lltsa. Wystarczy poczytać.
3. „Widocznie zauważył, że to nie jest dobre, zbyt duża demokracja i jako naukowiec (chyba)…”. Jest Pan KŁAMCĄ, Panie Tadeuszu Cieszko i zwykłym gałganem, skoro potrafi Pan pisać takie rzeczy. Niemal wszystkie cytaty na mój temat, jakimi posługują się moi obecni adwersarze są wzięte z mojej strony.
4. „Nie znam wszystkich szczegółów i nie będę się wypowiadał kto miał rację, ale uważam…” (na temat mojego sporu z KS Sygnał). Panie Tadeuszu, tylko gałgan i kłamca jest w stanie dokończyć takie zdanie tak, jak Pan to zrobił. Normalny człowiek milczy, jeśli nie wie, kto miał rację w sporze (przypominam Panu, że Zarząd LOZTS z oporem, ale w dużej części podzielił moje zastrzeżenia - i to jest FAKT powszechnie znany). Jest Pan KŁAMCĄ, Panie Tadeuszu Cieszko i gałganem.
5. „jak idzie szkolenie młodych adeptów tenisa stołowego w Lublinie. Słyszałem, że w szkole nr 23 padło. Tak się składa, że chyba tam jest lekko zaangażowany p. Pycka” Jest Pan KŁAMCĄ, Panie Tadeuszu Cieszko i GAŁGANEM. Szkoła Podstawowa Nr 23 w Lublinie jest aktualnym drużynowym Mistrzem Województwa Szkół Podstawowych. Jak p. Paweł Janowski to robi, to już jest jego tajemnicą. Ja mogę dodać tylko, że dzieci przychodzą także na treningi grup seniorskich. Jest ciaśniej, ale grają z nami, zresztą na nasz koszt.
6. Pyta Pan także: „co zrobił dobrego dla środowiska tenisa stołowego w Lublinie p. Waldemar Pycka?”. Odpowiem Panu: na chwilę obecną - zidentyfikowanie pewnego kłamcy i gałgana.
Ps. Powiem Panu coś o tych, którym stara się Pan aż tak bardzo przypodobać, a z którymi pingpongpub jest w merytorycznym sporze. Wiodą oni dość wyrafinowany styl życia, to esteci nie zniżający się poniżej pewnego poziomu. Dlatego Pana wysiłek jest daremny. W zaufaniu dodam - niech no tylko Pan przyłoży ucho do głośnika, by nikt tego nie usłyszał poza Panem – ze szmaciarzami, Panie Tadeuszu, im nigdy nie jest po drodze. Chyba warto się zmienić, Panie Tadeuszu, byle na lepsze.
Na stronie LLTSA został zamieszczony list p. Mariana Finkowskiego. W związku z tym, że bezpośrednio dotyczy problemów omawianych także w Pubie, pozwoliłem sobie skopiować go w tym miejscu. Mam nadzieję, że ani Autor, ani Administrator strony LLTSA nie będą mieć mi tego za złe.
"Witam,
Chciałbym ustosunkować się do tekstów Panów Cieszki i Milczka dotyczących rezygnacji (i jej przyczyn) zespołu Mlexera. Dlaczego? Według mnie dotychczas została nam wszystkim zaprezentowana "jedyna słuszna" wersja zeszłotygodniowych wydarzeń autorstwa w/w Jegomościów. Cytaty: "Źle rozumiana koleżeńskość jednego z naszych uczestników" i "Pozostaje natomiast ten, który przyczynił się do rezygnacji kolegi Jarosława i który jest jego całkowitym przeciwieństwem" odnoszące się do mojej osoby pióra P. Milczka przedstawiaja mnie jako starego (tu wypada mi się zgodzić;) złego wilka, natomiast P. Waśkowskiego i Prezesa jako niewinne owieczki... Oj prezesie prezesie - wstyd mi za Pana! Czyż w piątek w rozmowie telefonicznej nie poinformował mnie pan iż odwołuje WSZYSTKIE spotkania (w tym Mlexer-Center) z powodu opadów śniegu??? Jakie było moje zdziwienie i złość, kiedy dotarwszy na salę w celu potrenowania zorientowałem się iż liga najnormalniej w świecie gra...Zostałem po prostu OSZUKANY – przez osobę która powinna reprezentować interesy nas wszystkich – tenisistów stołowych amatorów, a nie jednej drużyny...
Kolejna kwestia to rozmowa z Panem Waśkowskim, który chciał przełożyć mecz z powodu „złych warunków atmosferycznych i braku możliwości dotarcia na MOSIR”. Jakie warunki panowały na drogach w piątek wiedzą wszyscy (ulice były przejezdne) - również, a może przede wszystkim, Ci którzy dotarli na piątkowe spotkania ligi chociaż mieli do pokonania większe dystanse niż zespół Mlexera (pozdrawiam).
O co więc chodziło ?
„A Center jak to Center i nie tylko. Zwietrzył interes. Zdobyć punkty bez walki. Jak nie można wygrać przy stole, to może uda się obok. Koleżeńskie to nie jest.”- pisze P. Cieszko .
Nie, P. Tadeuszu – to nie Center chciał zrobić interes. To zespół P. Waśkowskiego zaczał „kombinować” przed meczem (prawdopodobnie problemy ze składem) i wykorzystując moją dobrą wolę, oraz mając poparcie w osobie Prezesa Milczka (telefon do mnie w.s. odwołania kolejki) wolał nie ryzykować spotkania z nami... koleżeńskie to nie było. Fair play również. Ale cóż – SĄ RÓWNI i RÓWNIEJSI. Prawda Panie Prezesie?
Święty nie jestem i nie byłem Panie Milczek. Można by określić moją osobę wieloma przymiotnikami lecz zarzucanie mi braku koleżeńskości, inne przytyczki oraz obwinianie za rezygnację Mlexera z rozgrywek to manipulowanie faktami i zwykłe KŁAMSTWO. Powiedźmy sobie jasno i wyraźnie : spiritus movens całego zamieszania p.t. : „Miszcz strzela focha i zabiera zabawki” jest Pan Panie Prezesie. Przekombinowaliście. Niestety. Poczułem się oszukany - a raczej nikt nie lubi „być robionym w konia”. Ja z pewnością NIE. Postanowiłem więc nie odpuścić. Dla zasady. Jak się to skończyło - wszyscy wiemy.
Pozostaje mi na koniec podziękować graczom Mlexera za wszystkie lata sportowej rywalizacji. Do zobaczenia przy stole!
Z poważaniem
Marian Finkowski"
Jakiś czas temu p. Jarosław Maruszczak określił mnie tak, jak to tytuł podaje. W związku z przytoczonym wcześniej wpisem p. Trenera na mój temat ("Jak nie ma możliwości zrobienia czegoś dobrego trzeba chociaż szkodzić"), dzisiaj spróbuję wejść w tę "anty" rolę. Stan wiedzy na temat naszych obecnych działań na rzecz pingponga można streścić w czterech twierdzeniach: Jarosław Maruszczak – a) buduje, b) nie szkodzi; Waldemar Pycka – c) nie buduje, d) szkodzi. Twierdzenia a), c) oraz d) pozwolę sobie uznać za niewymagające dowodu (wystarczy przegląd ostatniej twórczości lubelskich pingpongnautów). Moje poważne wątpliwości budzi jednak punkt b). Oto kilka moich zastrzeżeń w tej materii.
I. Działalność J. Maruszczaka w obszarze LOZTS. Pełniąc funkcję viceprezesa LOZTS, p. Jarosław Maruszczak doprowadził do podjęcia przez Zarząd decyzji (dotyczących KS Sygnał Lublin) niezgodnych z przepisami PZTS. W wyniku m.in. interwencji pingpongpubu Zarząd LOZTS częściowo wycofał się z nielegalnej decyzji. Na szczęście, aczkolwiek zaraz dodał do tego dwie kolejne decyzje niezgodne z przepisami: dopisanie, już po terminie, do składu drużyny KS Sygnał II nowych zawodników oraz zgłoszenie, po terminie, do rozgrywek IV ligi zespołu KS Sygnał Lublin II (w międzyczasie pierwsza „dwójka” stała się „jedynką”). Działania niezgodne z przepisami uważam niejako z definicji za szkodliwe dla naszej dyscypliny sportu.
II. Działalność J. Maruszczaka na terenie m. Lublina. Niespełna trzy lata temu p. Jarosław Maruszczak w ostry sposób zaatakował konkurencyjny klub – UKS Ruch Edbar Lublin (obecnie UKS Edbar Asko 23 Lublin). Przedmiotem zjadliwej krytyki p. Trenera był trener UKS-u, p. Paweł Janowski oraz sponsor klubu. Uważałem wówczas, czego dowód można znaleźć na forum lltsa.pl, uważam także i dziś ten atak za ewidentnie szkodliwy dla lubelskiego pingponga. Swoją drogą jestem ciekaw, czy w wieku 23 lat p. Jarosław Maruszczak miał większe osiągnięcia trenerskie od p. Pawła Janowskiego (m.in. dwóch najlepszych młodzików w województwie lubelskim, w tym – uratowany talent Konrada Kulpy).
III. Działalność J. Maruszczaka w KKS Sygnał Lublin. Tu pozwolę sobie wskazać więcej przykładów szkód. 1) Swoimi apodyktycznymi i niesprawiedliwymi ocenami rozbił drużynę kobiet - opinie wyrażane pod adresem jednej z zawodniczek wymusiły na niej przeprowadzkę do krakowskiego ośrodka PZTS. Po dwóch latach zawodniczka „bez przyszłości” wedle p. Trenera zdobyła trzy medale MP (złoto, srebro i brąz, grając w barwach Bronowianki) i udanie reprezentowała nasz kraj na ME, tymczasem zawodniczka „z przyszłością” musiała zadowolić się transmisjami w Internecie (sytuacja sportowa poprawiła się po jej przejściu do GLKS Nadarzyn). 2) Doprowadzenie do utraty dwóch zespołów męskich w rozgrywkach PZTS (II i III liga; Patrz punkt I.) 3) Brak należnego uznania dla wkładu trenerów współpracujących z klubem oraz osób zaangażowanych w organizację pracy klubu. 4) Nierówne traktowanie zawodników i zawodniczek na treningu (jeden z utalentowanych zawodników, wrzucony w rolę „sparingpartnera” młodszej zawodniczki, uzyskał obietnicę zmiany roli treningowej dopiero po tym, jak zagroził odejściem do UKS-u) oraz brak ćwiczeń ogólnorozwojowych. 5) Brak troski o finansowe zaplecze dla zawodników grających w ligach PZTS (doprowadziło to m.in. do buntu drużyny męskiej występującej w II lidze PZTS i odmowy wyjazdu na mecz – mecz „rozegrano” ostatecznie przez telefon). 6) Patrz tekst niżej Niewidzialna granica. 7) Niedocenianie wkładu grona rodzicielskiego i przyczynienie się do powstania rozłamu wśród rodziców – głównej siły napędowej KKS (czym był KKS bez rodziców? Por. mój tekst Wspomnienia po Pustyni Lublin w Kuźni talentów (trzeci tekst w porządku chronologicznym).